Senator Robert Dowhan w Hucie Szkła Wymiarki z prezesem firmy Stolzle Częstochowa Sp. z o.o. Stanisławem Górskim

W lutowym numerze miesięcznika „Kocham Żagań” Senator RP i Prezes Fundacji Falubaz Pomaga Robert Dowhan opowiada m.in. o miłości do żużla, sympatii do Żagania, pracy w Wymiarkach i…ułatwieniach  dla kobiet w ciąży.

Zanim został pan Senatorem RP, podejmował wiele różnych aktywności, ale najbardziej jest znany z tego, że odbudował Falubaz. Jak zaczęła się ta przygoda?

– Nie pamiętam, ile miałem lat, gdy pierwszy raz przyjechałem na żużel, ale na taką atrakcję musiałem zasłużyć. Czekaliśmy z rodzeństwem na każdy mecz i najważniejsze było, by nie podpaść ojcu. On decydował, kto z nas pojedzie. Od wyjazdu z Żar było już pełno aut. Każda taka wyprawa to ogromne przeżycie. Tumany kurzu i ogromne kolejki do kas po bilety. Siadaliśmy na wyjściu z drugiego wirażu na drewnianych ławkach. To było dobre miejsce. Mój udział w żużlu zaczął się od sponsorowania. Wspierałem finansowo Grzegorza Kłopota, Grzegorza Walaska, Andrzeja Huszczę. Potem pomagałem klubowi, zostałem członkiem zarządu. W pewnym momencie było bardzo biednie i klub stał na krawędzi, zacząłem go ratować… Często dokładałem swoje pieniądze, żeby zawodnik wyjechał na tor, bo żądano zabezpieczeń finansowych. Jednemu z żużlowców poręczyłem własnym autem, że  mu zapłacimy. Zostałem na jakiś czas bez samochodu, potem jakoś odzyskałem kluczyki… Pamiętam pierwszy wyprodukowany szalik z nazwą Quick Mix i to, jak po wielu staraniach udało się wrócić do historycznej nazwy Falubaz. Tym większa z tego satysfakcja i duma, że w październiku 2016 roku świętowaliśmy wspólnie 70-lecie zielonogórskiego żużla.

Niektórzy ludzie, także z Żagania, uważają, że Falubaz jest bardziej rozpoznawalny w Zielonej Górze niż Palmiarnia, Winobranie czy Bachus. To chyba duża odpowiedzialność dla zarządu i właścicieli?  

– Marka Falubazu nie spadła nam jak dar z niebios. Dzisiejsze sukcesy to żmudna praca wielu osób. Falubaz ciągle się napędza, ponieważ prowadzimy zdrową politykę. Ludzie widzą, że robimy dobre rzeczy, że piękne żużlowe widowisko to punkt wyjścia do innych fantastycznych działań marketingowych i charytatywnych, jak klubowa telewizja, konkursy, Falubazowe Mikołajki, Fundacja Falubaz Pomaga, zbiórki dla chorych dzieci. Przyciągamy media, interesujące osoby z Polski. Jesteśmy wizytówką dla innych klubów żużlowych. Speedway to sport, który integruje społeczności większych i mniejszych miast. Zjawiają się u nas nawet fani mieszkający na stałe poza Polską. I to, że kibice zjeżdżają na nasze mecze od Żagania po Niemcy czy Holandię, jest piękne. Są z nami nawet w najtrudniejszych momentach i za to bardzo im dziękuję.

Pochodzi pan z niewielkiego Jasienia, a dziś kursuje głównie między Zieloną Górą a Warszawą…

– Nigdy nie czułem dysproporcji między mną a ludźmi z większych miast. Duża w tym zasługa rodziców. Mama od wielu lat nie żyje, jednak dała mi wspaniałą lekcję, by podążać do przodu małymi krokami nie zapominając o innych. Nie wyobrażałem sobie, że tak szybko i nagle jej zabraknie, ale matczyne ciepło czuję cały czas. Ojciec jest dla mnie autorytetem. Do dziś dba o mnie, prowadzi z bratem nasz biznes, a kiedy uważa za stosowne, strofuje. W Jasieniu spędziłem pierwszych kilkanaście lat życia. Pamiętam zabawną historię przy lekturze „Pana Tadeusza”, gdy kończyłem podstawówkę. Wgłębiałem się w opis dworu należącego do szanującej tradycje rodziny Sopliców, gdy usłyszałem hałas. Przez okno zobaczyłem „koguty” wozów strażackich i wielką łunę. Z ciekawości podbiegłem bliżej. To płonęła stojąca w centrum Jasienia restauracja „Soplica”. Szczególnie utkwił mi w pamięci dźwięk pękających butelek. Nigdy nie poznaliśmy przyczyny tego nieszczęścia, a ja byłem tak podekscytowany tym zdarzeniem, że do lektury „Pana Tadeusza” wróciłem dopiero tydzień później. Co do Warszawy – nie zamieniłbym za żadne skarby lubuskich miejscowości na stałe na stolicę. Jest tam większość ważnych instytucji, Senat, w którym pracuję dla regionu i wielu moich wspaniałych przyjaciół, ale to w Jasieniu, Zielonej Górze, Lubsku, Żarach czy Żaganiu czuję się jak u siebie.

Jakie są pana związki z Żaganiem?

–  Mam tu przyjaciół, których poznałem, gdy uczyliśmy się w liceum w Żarach. Do dziś mamy fajny, serdeczny kontakt. Kiedyś prowadziłem też w Żaganiu działalność gospodarczą i zatrudniałem ludzi. Lubię tu przebywać, obserwować, jak miasto się rozwija. Dzieje się tak w dużej mierze dzięki wojsku. 34. Brygada Kawalerii Pancernej w Żaganiu i jej historyczne dokonania to powinien być powód do dumy dla całego naszego regionu. W poprzedniej kadencji wojsko w Żaganiu udało się doposażyć, unowocześnić, a następstwem tych długoterminowych działań jest przyjazd amerykańskich żołnierzy.

Co pan uważa za swój największy senatorski sukces?

– Inwestycja, w którą bardzo się zaangażowałem, to Huta Szkła Wymiarki w powiecie żagańskim, która jest teraz filią niemieckiej firmy Stolzle. Firma ta zainwestowała ok. 16 mln euro w odbudowę obiektów po upadłej hucie, bo jak wiadomo tradycje wytwarzania szkła na tym terenie są bardzo mocne. Gdy dowiedziałem się, że pojawił się nowy inwestor, przez ponad rok walczyłem o to, by huta mogła odżyć, by powstała hala produkcyjna, by utorować ścieżkę finalizującą tę inwestycję. Dzięki wspólnym staraniom, m.in. ówczesnego ministra kultury, wojewody, marszałka, udało się i dziś pracuje tam ponad 100 osób.

To sukces gospodarczy, a która inicjatywa społeczna jest dla pana ważna?

– Dużą satysfakcję czuję, gdy w kolejnych miastach otwierane są miejsca parkingowe dla kobiet w ciąży. To pomysł, który zyskuje naśladowców nawet poza województwem. W dobie braku miejsc parkingowych albo ich niewielkiej liczby, to duże ułatwienie dla kobiet z widoczną ciążą lub z malutkim dzieckiem. Znak jest uznaniowy i mandatu się za to nie dostanie, ale stanąć tam facetowi to wstyd. Kobieta kobiecie też tego nie zrobi, bo rozumie trud związany z ciążą i opieką nad dziećmi. Panie korzystają z takich udogodnień przed urzędami, szpitalami i przychodniami m.in. w Drezdenku, Szprotawie, Kargowej, Rzepinie, Strzelcach Krajeńskich, Słubicach. Mam nadzieję, że kolejny znak stanie w Żaganiu. Serdecznie zachęcam do tego burmistrza.

Dziękuję.

Małgorzata Dobrowolska

Foto Dorota Matuszak