– Gdy zaczęła się II wojna światowa miałem tyle lat, co wy, czyli 15 – wspominał 94-letni Piotr Gubernator, podczas spotkania w bibliotece z gimnazjalistami z PSP 5 przy ul. Nocznickiego. – Życzę wam, abyście nigdy nie musieli się martwić, czy wasi rodzice i rodzeństwo żyją i czy nie dzieje im się krzywda.
W środę 14 listopada Miejska Biblioteka Publiczna im. Papuszy zaprosiła Piotra Gubernatora Żaganianina Roku na spotkanie z młodzieżą z okazji 100-lecia niepodległości Polski. Kombatant opowiedział o swoich wojennych losach i opowiedział o swoich obawach związanych z sytuacją w Polsce i na świecie.
– Pod koniec wakacji szykowałem się, aby do szkoły zaprowadzić mojego młodszego o siedem lat brata – mówił. – Gdy dotarliśmy, wyszedł do nas dyrektor i powiedział, żeby dzieci szły do domów, bo wróg napadł na Polskę i jest wojna. Wówczas nie było takich środków masowego przekazu jak teraz. Niewielu miało radio. W domu rodzice nie mogli uwierzyć, pytali nas, czy dyrektor się nie pomylił. Niestety, nie było mowy o żadnej pomyłce. Do tej pory w naszych okolicach, tuż przy radzieckiej granicy mieszkali zgodnie Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Gdy wybuchła wojna, zaczęła się nieporozumienia i waśnie między nacjami.
Nastały ciężkie czasy. 17 września rozległy się strzały, a na niebie pojawiły się samoloty z czerwonymi gwiazdami. Do Polski wszedł drugi okupant, a sąsiedzi Ukraińcy zaczęli występować przeciwko sąsiadom Polakom. Żydzi zostali wymordowani. P. Gubernator został wysłany na przymusowe roboty do Niemiec, do fabryki papy w Teltow koło Berlina, gdzie pracował z miskę zupy z brukwi. Na piersiach musiał nosić literę P.
W końcu poważnie zachorował i dzięki lekarzowi ze Śląska został odesłany do domu.
Gdy po wielu trudach pan Piotr trafił do 1 Armii Wojska Polskiego, jego koledzy płakali, bo po pięciu latach zobaczyli polską flagę. Nikt się nie zastanawiał, czy było to słuszne, czy też nie. Każdy chciał walczyć z wrogiem.
– Skończyłem siedem klas więc byłem bardziej wykształcony od wielu moich kolegów – wyjaśnia kombatant. – W wojsku trafiłem do artylerii przeciwlotniczej. Dostałem lornetkę i podręcznik, według którego musiałem wypatrywać sylwetek wrogich samolotów, do których strzelaliśmy.
Wraz z 1 Armią Wojska Polskiego przeszedł cały szlak bojowy. Po wojnie trafił do Dzietrzychowic, a potem do Żagania, gdzie pracował w Sanepidzie.
Podczas spotkania pokazywał młodzieży swoje wojenne zdjęcia, list do ojca, który przesłał pocztą polową i inne dokumenty. Każdy mógł na własne oczy zobaczyć pamiątki historii i dotknąć pożółkłego papieru.
Tekst i foto Małgorzata Trzcionkowska
©℗ Materiał oraz zdjęcia są chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie artykułu i zdjęć tylko za zgodą Urzędu Miasta Żagań.





