W środę 17 maja Bolesław Galent po raz kolejny spotkał się z mieszkańcami osiedla Moczyń i znowu obiecywał wywiezienie odpadów. Z doniesień medialnych wynika, że właściciel prywatnego, nielegalnego składowiska obwinia o swoją sytuację samorządy. Obecni na spotkaniu radni, między innymi radny powiatowy Andrzej Katarzyniec wraz ze swoją grupą radnych miejskich zdecydowali, żeby dać mu jeszcze jedną szansę. Tym razem do 21 czerwca. My pokazujemy, jak wygląda prawda.
Jak donoszą lokalne media, spotkanie odbyło się na wniosek radnego powiatowego Andrzeja Katarzyńca, byłego prezesa Miejskiej Spółki Oczyszczania i Robót Drogowych, który został odwołany w trybie pilnym pod koniec 2014 roku. Działa on w stowarzyszeniu Nasze Miasto wraz z Bolesławem Galentem. Do dziś na nielegalnym składowisku przy Tartakowej można zobaczyć stary samochód należący za poprzednich władz miejskiej spółki do MPOiRD.
Wraz z nim na spotkanie przyszli radni miejscy, m.in. Piotr Łoś, Henryk Sienkiewicz, Krystyna Hucał, Stanisław Kucab, Radosław Kwiecień. – Wiem tylko, że byli tam radni opozycji – stwierdza Wanda Winczaruk, przewodnicząca rady. – Ja nie zostałam zaproszona, dowiedziałam się o wydarzeniu pocztą pantoflową z Moczynia. Znajomi powiedzieli mi, że zebranie odbyło się zaraz po sesji rady (17 maja), ale żaden z radnych, którzy na nie poszli, nie zaprosił reszty radnych.
Ludzie mają dosyć
Z relacji świadków wydarzenia wynika, że mieszkańcy byli bardzo zdenerwowani i kategorycznie żądali wywiezienia odpadów. Na to usłyszeli kolejne obietnice ze strony B. Galenta. Jednak to ich nie przekonało. To jedna z wielu obietnic, które padły ze strony przedsiębiorcy. Podpisał on również porozumienie w magistracie, w którym zobowiązał się do sprzątnięcia śmieci do 10 kwietnia. Słowa nie dotrzymał…
Spotkanie przy świadkach
6 marca tego roku w magistracie odbyło się spotkanie z Łukaszem Czarnieckim, przedstawicielem zielonogórskiej spółki Bardena, która na początku tego roku prawie nabyła teren byłych Kontenerów przy ul. Tartakowej. Prawie – ponieważ do sfinalizowania transakcji nie doszło. Płatność została podzielona na dwie transze. Druga miała być zapłacona do 15 marca, ale do tego nie doszło. Ł. Czarniecki stwierdził, że do 15 marca działka miała być czysta, a sytuacja terenu klarowna, żeby nowy właściciel mógł uruchomić tam swoją działalność gospodarczą. – Większość odpadów na działce znalazło się w czasie, kiedy my nie byliśmy właścicielami – wyjaśniał. – Jesteśmy ofiarą całej tej sytuacji, dlatego, że nie mieliśmy nic wspólnego z przywiezieniem tych odpadów. Zakup nieruchomości był uwarunkowany tym, że ma być ogarnięty i uprzątnięty. W tym celu pan Galent otrzymał pełnomocnictwo i zobowiązał się do tego.
Tiry wciąż wjeżdżały
Czy Czarniecki wiedział, że już po nabyciu nieruchomości nadal wjeżdżały na nią tiry z odpadami? – Miały nie wjeżdżać i to też jest mój duży zarzut do dzierżawcy terenu (firmy Laritech) i po części też do pana Galenta – odpowiedział przedsiębiorca.
Ł. Czarniecki dopytywał, czy zapadła jakaś decyzja urzędowa, dotycząca składowiska?
– Urząd Miasta w żaden sposób nie jest strona w tej sprawie – odpowiedziała mu sekretarz Magdalena Wiadomoska-Łażewska. – Z informacji, które posiadamy wynika, że to Starostwo Powiatowe wydało decyzję zezwalającą na odbiór odpadów innych niż niebezpieczne na jednej działce wyznaczonej w kompleksie tych działek, które państwo nabyli. Z informacji ze starostwa wynika, że odpady są inne, niż wymienione w zgodzie.
Prokurent przyznaje, że firma otrzymała pismo ze starostwa, że odpady nie są składowane na działce, na którą była zgoda. To miało wpływ na decyzję o odstąpieniu od umowy z Bolesławem Galentem.
Zobowiązał się do wywozu
Tego samego dnia (6 marca) w obecności burmistrza zostało podpisane porozumienie między Bolesławem Galentem, Leritech Recykling (dzierżawcą terenu) oraz firmą Bardena.
Strony ustaliły: że na trzech działkach przy ul. Tartakowej zostały zgromadzone odpady w znacznej ilości magazynowane są niezgodnie z decyzja starosty przez dzierżawcę, czyli firmę Laritech.
Właścicielem terenu do 3 lutego (czyli do chwili podpisania umowy z Bardeną) był Bolesław Galent.
Strony zobowiązały się do usunięcia wszystkich zgromadzonych odpadów oraz uporządkowania całego terenu do 10 kwietnia tego roku.
A także do nie wwożenia na działki jakichkolwiek odpadów, od chwili podpisania porozumienia. W przypadku nie wykonania zobowiązań, zostaną podjęte środki prawne w celu przymusowego usunięcia odpadów.
Teren wrócił do Galenta i zaraz trafił do innej spółki
Po wycofaniu się Bardeny teren wrócił do B. Galenta. Jednak w przewidzianym terminie nie usunął on odpadów, a jedynie zgarnął je z trzech działek na jedną, na którą wcześniej była zgoda starostwa. Już 19 kwietnia tego roku Bolesław Galent wszedł do Konsorcjum Chemiczno Energetycznego KOCHEE SP Z O O z siedzibą przy ul. Tartakowej 1 w Żaganiu, a swoje działki wniósł aportem do spółki, przenosząc prawa użytkowania wieczystego gruntu oraz własność budynków.
Teraz znów może tłumaczyć, że grunt nie jest jego. – Pan Galent drwi sobie z inteligencji mieszkańców Żagania, opowiadając zwyczajne bzdury – komentuje burmistrz Daniel Marchewka. – Nie będziemy tolerować takich zachowań. Zwracam się do niego bezpośrednio: niech pan zrobi to, co obiecał i zabierze śmieci, bo to nie jest nasz problem, tylko pana!
Zamieszczamy całe nagranie ze spotkania z Łukaszem Czarnieckim, który wyraził zgodę na utrwalenie jego wypowiedzi.
(mt)
Na zdjęciu tytułowym znajduje się stary samochód MPOiRD na terenie nielegalnego wysypiska śmieci przy ul. Tartakowej.
©℗ Materiał oraz zdjęcia są chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie artykułu i zdjęć tylko za zgodą Urzędu Miasta Żagań.







