W ostatnim czasie wiele kontrowersji wywołała sprawa nieprawidłowości związanych z dwukrotnym zapłaceniem przez urząd za te same roboty budowlane, wykonane podczas remontu żagańskiego pałacu. Na skutek błędu kwota 553 tys. zł. trafiła na konto firmy w upadłości. Burmistrz Daniel Marchewka stanął przed niełatwym zadaniem. Wystąpiła groźba, że pieniądze zostaną włączone w masę upadłościową. Taki scenariusz spowodowałby, że miasto Żagań stanęłoby w kolejce za innymi wierzycielami i podwykonawcami, a odzyskanie pieniędzy zawisłoby w próżni. Dzięki podjęciu negocjacji z syndykiem pieniądze wrócą do miasta. Burmistrz podkreśla, że dużo dobrej woli wykazał sam syndyk i podjął negocjacje w tym temacie. – Nie ukrywam, iż się martwiłem, bo czarny scenariusz był bardzo realny. Był moment, w którym w szczerej rozmowie dałem do zrozumienia, że jeśli nie dogadamy się z syndykiem, to nie dokonamy odbioru pałacu – opowiada burmistrz Daniel Marchewka. – Cieszę się z decyzji sądu w tym zakresie. Pieniądze na pewno przydadzą się, ponieważ przed nami wiele wyzwań. Musimy pomyśleć, co zrobić w sprawie dworca PKS, oświetlenia ulic, za które Enea S. A. żąda od nas niebagatelnych opłat oraz innych spraw bieżących – dodaje burmistrz. Wewnętrzne postępowanie wykazało szereg nieprawidłowości w rozliczeniach dotyczących remontu Pałacu Książęcego, które powinny zostać wyjaśnione przez odpowiednie organy.




