Od marca w A Centrum Żagań działa poczekalnia dla podróżnych. Na własny koszt inwestor pasażu handlowego wybudował obok zatokę dla autobusów i wiatę przystankową. Podróżni są zadowoleni. Ale nie wszystkim podoba się rozwiązanie korzystne dla miasta.
Przypomnijmy, że teren placu manewrowego i dawnego dworca PKS przy ul. Żaganny należał do żarskiego przewoźnika, zaś wcześniej do Skarbu Państwa. Cztery lata temu teren został sprzedany, a budynek rozebrany. Samorząd nie miał żadnego wpływu na przeprowadzoną transakcję. Zaczęła się gehenna podróżnych, którzy narzekali na fatalne warunki i bałagan w oznakowaniu miejsc, z których odjeżdżają autobusy dalekobieżne. Z dawnego dworca PKS korzystali w większości mieszkańcy ościennych gmin. W związku z tym burmistrz Daniel Marchewka zwrócił się 1 października 2014 roku do powiatu i gminy wiejskiej Żagań o współfinansowanie punktu przesiadkowego. Według założenia miasto wpłaciłoby 50 proc. wartości, powiat 30 proc., zaś gmina 20 proc. Jednak samorządy odmówiły partycypowania w kosztach.
Nowy dworzec za ponad 6 mln zł
Rozwiązanie pojawiło się razem z zamiarem budowy nowego parku handlowego. Negocjacje z miastem zaczęły się jeszcze w fazie projektowania obiektu – w czerwcu, lipcu 2015 roku. Kilka miesięcy później grupa radnych wystąpiła z inicjatywą budowy nowego, miejskiego dworca autobusowego przy ul. Reymonta i zaczęła zbierać podpisy pod swoim projektem. Dworzec miałby powstać na gruncie należącym do Tesco. Inicjatywa uchwałodawcza wpłynęła do Urzędu Miasta 25 lutego 2016 roku. – Przeanalizowaliśmy koszty związane z budową nowego dworca – wyjaśnia burmistrz. – Musielibyśmy odkupić teren od Tesco. Przy aktualnych cenach trzeba było się liczyć z kwotą 1,420 mln zł. Do tego należało doliczyć koszt budowy obiektu – ok. 1 mln zł oraz koszt utrzymania dworca, w którym nie można prowadzić działalności komercyjnej – ok. 30 tys. zł miesięcznie. To przez 10 lat daje 3,6 mln zł, plus koszty działki i budowy to 2,420 mln zł. Kwotę ponad 6 mln zł z budżetu miasta pochłonęłaby realizacja „inicjatywy obywatelskiej”.
Oferta w gazecie
26 sierpnia 2016 roku została podpisana umowa na uruchomienie punktu przesiadkowego w A Centrum Żagań. Miesięczny koszt dzierżawy obiektu to ponad 4 tys. zł. Co prawda umowa została podpisana na 10 lat, ale w każdej chwili można ją rozwiązać. Dodatkowym bonusem dla miasta była budowa zatoki i wiaty na koszt inwestora. – Do tej pory płaciliśmy za wynajem pomieszczeń w Rynku na kasę biletową MZK – tłumaczy D. Marchewka. – Żeby nie mnożyć kosztów, przenieśliśmy ją do poczekalni. Są tam również publiczne, płatne toalety. A do tej pory miasto utrzymywało toalety w budynku przy pl. Wolności.
Do chwili podpisania umowy na poczekalnię w pasażu, do miasta nie wpłynęła żadna inna oferta. Ale tego samego dnia, czyli 26 sierpnia 2016 r. w prasie ukazał się artykuł, w którym miejscowy przedsiębiorca zadeklarował, że on może taniej wynająć poczekalnię w budynku, który powstanie obok A Centrum Żagań, chociaż nie miał jeszcze nawet pozwolenia na budowę. Z dokumentów wynika, że otrzymał ją dopiero w listopadzie 2016 roku. – Nie było żadnej, formalnej propozycji, do której można się odnieść – podkreśla D. Marchewka.
W doniesieniach medialnych przedsiębiorca powołuje się na ustalenia z byłym wiceburmistrzem Piotrem Kowalskim, który obecnie jest prezesem Żagańskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. – Dwa lata temu były rozmowy z przedsiębiorcą, ale dotyczyły planu zagospodarowania przestrzennego i warunków zabudowy. Nie było żadnej propozycji, ani nawet sugestii na piśmie, w której proponowałby wynajem poczekalni dla miasta. Nie przypominam sobie również, aby takie informacje były przekazywane ustnie.
Oskarżenia i pomówienia
Poczekalnia działa od marca tego roku. Podróżni mogą się w niej schronić przed deszczem i wiatrem. Jednak nie wszystkim się to podoba. Jeden z radnych złożył doniesienie do prokuratury w związku z rzekomą niegospodarnością burmistrza. Ten sam radny oskarżył również burmistrza o to, że rzekomo bez zgody rady miasta zlikwidował Żagańską Agencję Rozwoju Lokalnego.
– Jest prowadzone postępowanie pod kątem ewentualnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – potwierdza Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. – Jest to postępowanie w sprawie, a nie przeciwko komuś.
Czemu wspólnicy zlikwidowali ŻARL?
Żagańska Agencja Rozwoju Regionalnego została postawiona w stan likwidacji na wniosek jej prezesa, który za straty odpowiadał własnym majątkiem. Decyzja sześciu wspólników była jednomyślna.
– Sprawa likwidacji ŻARL jest jasna i nie budzi wątpliwości – podkreśla burmistrz D. Marchewka. – Jednak muszę się do niej odnieść po szeregu medialnych pomówień ze strony jednego z radnych. Posługuje się on kłamstwami, z zamiarem zaszkodzenia wizerunkowi miasta i burmistrza. Jednym z kłamstw jest publiczne twierdzenie, iż decyzja o likwidacji spółki musiała zostać zatwierdzona przez radę miasta. Kolejnym kłamstwem jest, że to burmistrz podjął decyzję o likwidacji spółki, a także, że nie dawał spółce zleceń, czym doprowadził ją do ruiny. To radny jako samorządowiec nie dopełnił swoich obowiązków, ponieważ nie sprawdził faktów związanych ze sprawą, pomawiając władze miasta w mediach.
Spółka ŻARL powstała w styczniu 2008 roku, zaś działalność rozpoczęła w lutym 2008 r. Jej właścicielami było sześciu wspólników. Miasto miało 35,23 proc.Drugim wspólnikiem z 12,50 proc. była gmina wiejska Żagań, trzecim Żagańskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego – 17,05 proc., czwartym Miejski Zakład Komunikacji – 13,64 proc., czwartym Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania i Robót Drogowych – 13,64 proc. oraz Poltops sp. z o.o. – 7,95 proc.
Prezes tłumaczy
– Realia okazały się zupełnie inne, niż przewidziano na etapie tworzenia spółki – wyjaśnia w piśmie do miasta były prezes ŻARL Grzegorz Gorzechowski. – Nie przewidziano finansowana spółki przez samorząd. Musiała konkurować na rynku jak każdy inny przedsiębiorca, zgodnie z prawem o zamówieniach publicznych. A pomysłem na funkcjonowanie spółki od początku było jej samofinansowanie. Jeśli chciała wykonać usługę dla miasta lub gminy, musiała startować w publicznym przetargu.
W zakresie jej działalności było m.in. pozyskiwanie środków zewnętrznych, chociaż te same obowiązki miał m.in. wydział w Urzędzie Miasta. To spowodowało w końcu narastające problemy finansowe, zaś wspólnicy byli zgodni, że nie ma podstaw merytorycznych do dalszego funkcjonowania ŻARL.
– Wszystkie te informacje były jawne i można było je sprawdzić – podkreśla D. Marchewka. – Tego jednak nie dopełnił pomawiający mnie radny. Jeśli chodzi o postępowanie wyjaśniające ze strony prokuratury, to na razie nikt się do nas nie zwrócił z pytaniami. Jestem przekonany, że prawda jest po stronie miasta, zaś po zakończeniu sprawy zostaną podjęte kroki prawne przeciwko osobie, która posługując się kłamstwem pomówieniem próbuje zaszkodzić wizerunkowi miasta.
– Ten sam radny skierował doniesienie do „skarbówki” i prokuratury w sprawie ŻTBS – dodaje prezes Piotr Kowalski. – Doniesienie zostało umorzone z powodu braku podstaw. Z powodu kłamstw i pomówień założyliśmy radnemu sprawę o naruszenie wizerunku ŻTBS. (mt)
©℗ Materiał oraz zdjęcia są chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie artykułu i zdjęć tylko za zgodą Urzędu Miasta Żagań.





