W sali Konferencyjnej Pałacu Książęcego 89. Urodziny obchodziła Maria Jastrzębska. Prezes i współzałożycielka żagańskiego koła Związku Sybiraków. Były kwiaty i serdeczne życzenia ze strony członków Rady Kombatantów.
W imieniu burmistrza Daniela Marcewki życzenia pani Marii złożył Leszek Maćkowiak. Wielu lat dalszej działalności życzył m.in. Piotr Gubernator, przewodniczący zarządu Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych.
– Przez wiele lat w Polsce nie można było mówić o zsyłce i Sybirze – wspominała M. Jastrzębska podczas uroczystości. – Ja mówiłam głośno i otwarcie, przez co byłam pomijana podczas przyznawania nagród w pracy. Nigdy też nie zapisałam się do partii. Po latach mogę powiedzieć, że ludzie są tacy, jak drzewa. Każdy jest inny. Ważne jest to, jakim się jest człowiekiem, a nie to, jakie ma się poglądy polityczne. Na swojej drodze spotykałam często dobrych ludzi i mam nadzieję, że takich jest więcej.
Pani Maria jest bardzo czynna społecznie. Od 28 lat prowadzi kronikę Związku Sybiraków i spotyka się z młodzieżą, której opowiada o nieludzkich czasach. Zaprosiła zebranych na wieczór wigilijny Sybiraków, z udziałem dzieci, który odbędzie się w 78. rocznicę pierwszej zsyłki na Sybir, 10 lutego 2018 roku, o godz. 12.00 w sali Konferencyjnej Pałacu Książęcego.
– 10 lutego 1940 roku miałam 11 lat – opowiada pani Maria. – Wraz z rodzicami, trójką rodzeństwa i 90-letnią babcią mieszkałam we wsi Harbuzów koło Tarnopola. W nocy usłyszeliśmy łomotanie kolbami do drzwi. Do domu weszli żołnierze i kazali się natychmiast pakować. Ci nasi byli w miarę „ludzcy”, bo pozwolili mamie zabrać trochę jedzenia i rozkręcone łóżko. Inni Polacy byli wyganiani na 30 stopniowy mróz w samych kapciach i piżamach.
W nocy we wsi z domów wygoniono trzy polskie rodziny. Na ich domy już czekali sowieccy leśnicy. Przerażonych i zziębniętych ludzi zapakowano do wagonów. Po 70 do każdego. Bez żadnego ogrzewania. Leżeli więc na podłogach i starli się ogrzewać własnymi ciałami. – Nasza podróż trwała miesiąc – wylicza pani Maria. – W tym czasie nie wychodziliśmy na zewnątrz, nie myliśmy się, a potrzeby załatwialiśmy w wagonie. Gdy wreszcie otwarto drzwi, widok był straszny. Ludzie cuchnęli i byli skrajnie wycieńczeni.
Trafili do dzikiej tajgi w Krasnouralsku. Rodziny zostały poupychane w barakach. Młodzież została zapędzona do wyrębu lasu, dorośli do pracy w kopalni. Do tego żywili się jedynie bardzo skromnymi racjami chleba. Po dwóch latach życia w takich warunkach ojciec i babcia pani Marii zmarli z głodu. – Jedyną winą mojej rodziny było to, że tato służył w armii generała Józefa Hallera – dodaje M. Jastrzębska.
Do Żagania pani Maria przyjechała gdy miała 17 lat. Potem 50 lat przepracowała w żagańskiej „Wełnie”. – Za komuny często próbowałam mówić o zsyłce na Sybir i o naszym życiu – tłumaczy. – Jednak od przełożonych słyszałam, żebym nie gadała głupot. Że to kłamstwo. Dopiero Solidarność dała nam możliwość mówienia o tym, co nas spotkało.
Maria Jastrzębska otrzymała zaszczytny tytuł Żaganianina 2016 roku.
Małgorzata Trzcionkowska
Fot. Małgorzata Trzcionkowska
Maria Jastrzębska skończyła 89 lat. Od 28 lat prowadzi kronikę Związku Sybiraków.
©℗ Materiał oraz zdjęcia są chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie artykułu i zdjęć tylko za zgodą Urzędu Miasta Żagań.





